łże-dumanie

Bredzenie prezesa

Jarosław Kaczyński w swoim żywiole. Pobicie, a raczej poszturchanie przez jakichś żuli aktorki Cugier-Kotki, grającej w reklamówce PiS-u, spowodowało u prezesa typowy dla niego wylew idiotyzmów. JarKacz jak zawsze wali ostro, bez sensu, dramatyzuje i po raz kolejny pokazuje że Prawo i Sprawiedliwość za jego panowania nie ma szans na ponowne zwycięstwo. Zestaw najnowszych głupstw Prezesa:

Mamy tutaj do czynienia z przypadkiem, gdy osoba popierająca partię opozycyjną, podlega bardzo ostrym represjom.

Nie wiem, czy to było zlecenie czy wystąpienie pewnej części elektoratu PO, ale było to wydarzenie niebywałe i skandaliczne

Polska maszeruje w stronę Białorusi

Zawsze w Polsce były dwie grupy: ta z AK i ta z innych środowisk

Znamy to? Oczywiście że tak. Stały zestaw insynuacji, kłamstw i chamstwa, stek bzdur które wypowiedział ten coraz bardziej groteskowy polityk już nawet nie denerwują, nie irytują, tak jak jeszcze na przykład dwa lata temu. Jarosław Kaczyński staje się „Palikotem” czy „Szenyszyn” Prawa i Sprawiedliwości, kontrowersyjnym, budzącym emocje dodatkiem do „dorosłych” polityków. Co prawda w odróżnieniu od nich jest szefem partii, ale chyba już tylko najbardziej zatwardziali wyznawcy prezesa wierzą, że coś jeszcze pod jego przywództwem można osiągnąć. I powtarzają farmazony za swoim szefem, problem w tym że oni rzucają hasła o drugiej Białorusi z wyrachowania, natomiast Jarosław Kaczyński w to wierzy.

czerwiec 9, 2009 Opublikował/a kriskul | Polityka | , | Nie ma jeszcze komentarzy

Miłość Bugaja do PiS

    We wczorajszej Gazecie Wyborczej dostało się Ryszardowi Bugajowi. Jacek Żakowski skrytykował go za wypowiedzi odnośnie nie wypełnienia oświadczenia lustracyjnego Geremka:

„Nie dziwę się, że tego nie rozumie zafascynowany kaczyzmem Ryszard Bugaj. Komentując decyzję eurodeputowanego, zaszedł w PiS-owskiej logice tak daleko, że przemówił do czytelników „Dziennika” marcowym językiem i starał się ich przekonać, iż za postawą Geremka nie stoją wartości, lecz cyniczna nadzieja na zagraniczną (a jakże!!!) karierę.”

   Mocne. Żakowski z tym porównaniem do języka marcowego trochę się zagalopował, jednak przy okazji poruszył ciekawą sprawę fascynacji Bugaja braćmi Kaczyńskimi. Ryszard Bugaj był zawsze lewicowcem „pełną gębą” na początku swej kariery budził nadzieję na stworzenie w Polsce lewicy niepostkomunistycznej, bez dawnych kacyków. Unia Pracy nie była silną partią, ale wyborca o lewicowych poglądach mógł na nią głosować z czystym sumieniem, bez wyrzutów że jego głośnie idzie na „socjaldemokratów” typu Oleksy. Ziółkowska, Małachowski, Bujak – te osoby w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych pokazywały że lewica może być inna. W wyborach w 1997 roku, partia nie dostała się do parlamentu i jak do tej pory spełnia rolę przystawki SLD.

    W sejmie II kadencji, Unia Pracy zasłynęła z  obrony neutralności światopoglądowej państwa, jego rozdziału od kościoła, praw kobiet i mniejszości wyznaniowych. Nie zapominała o ludzi ekonomicznie skrzywdzonych przez przemiany gospodarcze, krytykowała ówczesną politykę gospodarczą koalicji SLD i PSL. Unia Pracy była jedyną lewicową partią w III RP która miała swoich przedstawicieli w parlamencie.

   Tymczasem od 2005 roku Ryszard Bugaj zaczął się od lewicy, od lewicowych wartości odwracać. Nie pod względem gospodarczym, tylko obyczajowym. W wyborach prezydenckich poprał Lecha Kaczyńskiego, co można jeszcze wytłumaczyć. W końcu Lech Kaczyński jest lewicowy w kwestiach gospodarczych, natomiast w kwestiach obyczajowych bardziej liberalny od brata. Ale okazywanie miłości do PiS trwało dalej. Oto dowiedzieliśmy się od Bugaja że Prawo i Sprawiedliwość jest kontynuacją przedwojennego PPS. Bugaj nie widział zawłaszczania państwa przez rządy PiS-u z przystawkami, nie przeszkadzał mu ani Giertych, ani Lepper, dawnemu obrońcy niezależności państwa od kościoła nie zatrwożyły próby wpisania zakazu aborcji do konstytucji, ani panoszenie się Rydzyka. Bugaj cały czas widział tylko to co chciał widzieć, czyli ujęcie się Kaczyńskich za biednymi.

   Z kolei nagle do Bugaja sympatią zapałali Kaczyńscy, prawicowi publicyści i blogerzy. Ci którzy kiedyś krytykowali go za lewicowość, bezbożność, nagle zaczęli nazywać go „sumieniem lewicy”, „jedynym prawdziwym lewicowcem”. Nagle okazało się że w Polsce jest tylko jedna osoba godna bycia prawdziwym lewicowcem. Tylko wszystko to sprawia wrażenie że pochwał od prawicy Bugaj nie zbiera za swoje poglądy, tylko za popieranie Kaczyńskich. Gdyby Sierakowski nagle zaczął pisać artykuły wychwalające Kaczyńskich pod niebiosa, mielibyśmy niedługo już dwóch „prawdziwych lewicowców”.

   Skąd wzięła się ta miłość Jarosława Kaczyńskiego do Bugaja? Wszystko wskazuje na to że szef PiS chciał powtórzyć manewr Lecha Wałęsy, ten też chciał pokazać Polakom kiedyś gdzie jest prawdziwa lewica (Fiszbach) i głosować należy na nią. Kaczyński widząc, że SLD słabnie coraz bardziej, też chciał stworzyć taką lewicę którą on może zaakceptować jako jedyną dobrą dla Polski. I choć póki co plan nie wypalił, sądząc po ochach i achach nad Bugajem w propisowskich mediach idei stworzenia “swojej” partii lewicowej Kaczyński nie porzucił. Tylko kogo wyznającego lewicowe wartości może przyciągnąć Bugaj, wpatrzony w Kaczyńskich jak obrazek?

marzec 11, 2008 Opublikował/a kriskul | Bez kategorii | , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

To był dzień Suskiego

   Marek Suski, jeden z najbardziej wiernych żołnierzy  Jarosława Kaczyńskie udzielał się dzisiaj w mediach niczym Przemysław Edgar Gosiewski. Rano w TOK FM porównywał działania mediów do metod hitlerowskich. Nie wymienił co prawda nazw, ale wiadomo że chodziło o polskojęzyczne media, nieprzychylne PiS. Kolejny dowód na to, że w Polsce polityk może powiedzieć największą bzdurę, obrażać i nie dzieje się nic. Ale nie ma się co dziwić posłowi Suskiemu, mówi on przecież językiem swojego szefa. Ci mądrzejsi politycy Prawa i Sprawiedliwości wiedzą że przychylność Jarosława Kaczyńskiego można zdobyć poprzez atakowanie mediów, jeśli uda się jeszcze wtrącić coś o Niemczech wtedy JarKacz będzie na pewno zadowolony.

   Popołudniu było jeszcze lepiej. W swoim wystąpieniu w TVN24 Marek Suski dowodził że w Polsce jest zagrożona demokracja. Jak widać, po ostatnich śledztwach, to wszystko jest bardzo niepoważne. Jeśli grozi się opozycji za to, że krytykuje rząd, to jest to bardzo niebezpieczne - tak gorączkował się poseł. Nie zauważyłem żeby PO groziła opozycji. Doskonale natomiast pamiętam z czym spotykała się krytyka rządów PiS. Padały teksty o działaniu na szkodę polskiej racji stanu, o chronieniu agentów, zdradzie. Fakt medialny nie może zastępować śledztwa, aktu oskarżenia, czy wyroku. A najwyżej może być przedmiotem czynności wyjaśniających. Tym bardziej, że rzekome zagłuszenie pielęgniarek może być wrażliwą informacją ze sfery bezpieczeństwa - tu poseł liczył na to że po 100 dniach Polacy zapomnieli o konferencjach Ziobry, o cyrkach z niszczarkami, o tym jak Ziobro wykrzykiwał że doktor G. już nikogo życia nie pozbawi.

   Ale i tak najlepsza była przestroga, że jeśli PO się nie opamięta i nadal będzie tłumić demokrację, to Prawo i Sprawiedliwość podejmie „kroki międzynarodowe. Nie określił na czym ma to polegać. Ale jak sobie przypominam posłowie PiS nieraz nie gardłowali że opozycja robi Polsce złą prasę za granicą. Że wywiady w których rozmówca krytykował PiS godziły w dobre imię kraju i że nasze sprawy powinniśmy załatwiać tutaj w Polsce. Jakie więc kroki międzynarodowe chce podjąć PiS? I czy coś takiego nie podchodzi pod „opluwanie własnej ojczyzny za granicą”.

   Poseł Suski nie jest częstym gościem mediów jak niektórzy partyjni koledzy. Ale kiedy już zabiera głos wiadomo, że zawsze powie coś niemądrego. Tak było z „genetycznymi patriotami”, tak było kiedy z uśmiechem obwieszczał  że „są media równe i równiejsze”. A dzisiaj udało musię ośmieszyć siebie i swoją partię dwukrotnie.

luty 16, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | , | Nie ma jeszcze komentarzy

Trzech pisowskich niezależnych

   Przyznam się że nie rozumiem głośnego lamentu mediów, a także tu na salonie w związku z planowanym wyrzuceniem z PiS-u „trzech niepokornych”. Rozlegają się krzyki oskarżające Kaczyńskiego o pozbywanie się najlepszych ludzi, największych partyjnych inteligentów. Porównuje się Dorna, Zalewskiego i Ujazdowskiego z takimi pisowskimi żołnierzami jak Gosiewski, Szczypińska czy Kuchciński, ale wiadomo przecież że przy tych ostatnich każdy przeciętnie mądry człowiek może poczuć się prawdziwym intelektualistą.

   Skąd wzięło się to niezwykłe przekonanie o wyjątkowości owych „trzech niepokornych”? Wyróżniali się oni, przynajmniej dwóch (Zalewski i Ujazdowski) pozytywnie na tle polityków PiS-u. Nieagresywni, potrafiący logicznie wyjaśnić pewne sprawy, mogli budzić pewną, nazwijmy to sympatię, u osób nie głosujących na partię braci Kaczyńskich. A może po prostu rzadko udzielali się medialnie, bo wątpię czy Jarosław Kaczyński tolerowałby na stanowisku wiceprzewodniczącego PiS-u osoby tak inne od aparatu partyjnego. Media mają manię wybielania osób będących w zatargu z Kaczyńskim, tylko czy tych trzech polityków zasługuje na grad pochwał jaki spadł na nich w ostatnich dniach.

   Paweł Zalewski był szefem sejmowej komisji spraw Zagranicznych, wszyscy pamiętają jego słynną krytykę minister Fatygi. Tylko dlaczego milczał wcześniej, dlaczego ani razu nie skomentował tragikomicznej działalności Fatygi? Dwa lata rządów PiS-u to ciąg większych lub mniejszych potknięć w polityce zagranicznej, byliśmy świadkami częstych kompromitacji na arenie międzynarodowej. Pan Zalewski nawet nie zmarszczył brwi, nie zaprotestował dostatecznie głośno kiedy Antoni Macierewicz oskarżał byłych szefów MSZ o szpiegostwo. Wydaję się że pochwały jakimi był obsypywany były nieco na wyrost, nie zrobił niczego co predysponowałoby go do tytułu „znawcy stosunków międzynarodowych”, popierał słynne wstawanie Polski z kolan, które sprawiło że popsuliśmy sobie stosunki z większością bliskich nam dotychczas krajów.

   A jak to było z niezależnością Dorna. Jako marszałek Sejmu zapisał się w pamięci jako bezwolny wykonawca poleceń Jarosława Kaczyńskiego – niezważający na sejmowe obyczaje, nie respektujący praw opozycji. Człowiek który miał reprezentować Sejm, reprezentował jedynie własną partię. Obrażał kolejne grupy społeczne, rynsztokowym językiem posługiwał się w PiS-ie jak mało kto. W chamstwie i bufonadzie nie miał sobie równych, oczywiście robił to dla dobra swojej partii. I Kazimierz Ujazdowski. Nie niezależny, raczej dawno już odsunięty na boczny tor. Z Ministerstwa Kultury uczynił Ministerstwo Rozpamiętywania Przegranych Wojen i Powstań. I w sumie tylko tyle można o nim powiedzieć. Jako konserwatysta bez problemów przyjął fakt, że jego partia zawiązała koalicję z endekami i populistami-kryminalistami, nie zakłóciło to jego samopoczucia, nie wyraził chociaż cichej dezaprobaty z tego powodu.

   I dzisiaj ci trzej Panowie, wcześnie bezkrytycznie popierający każdy ruch prezesa PiS, przedstawiają się jako przykład niezależności, jako ofiary antydemokratycznego sposobu rządzenia partią. Zapominają że jeszcze rok temu szli z Jarosławem Kaczyńskim ramię w ramię, a twarzy żadne z nich nie zmącił grymas wątpliwości.

listopad 19, 2007 Opublikował/a kriskul | Polityka | | Nie ma jeszcze komentarzy