łże-dumanie

Nie przykry a żałosny incydent

Pan prezydent znów się obraził. Nie za bardzo wiadomo co, może to skandaliczne propozycje nominacji generalskich spowodowały że Lech Kaczyński ma focha?  A może to genialny spin-doctor z pałacu prezydenckiego podsunął głowie państwa taki pomysł? Bo chyba nie Jarosław Kaczyński.

Oczywiście można powiedzieć że to nic strasznego, kraj nie ucierpi poza tym prezydent wysłał przecież szefową swojej kancelarii. Ale jednak jest to lekko niesmaczne. I słusznie podsumował Kaczyńskiego premier mówiąc: Pan prezydent Lech Kaczyński nieraz pokazuje determinację, żeby mieć swój udział w kształtowaniu polskiej polityki zagranicznej, czasami ta determinacja bywa nawet zaskakująca. Dziwne że prezydent który próbuje mieć jak największy wpływ na politykę zagraniczną, zwyczajnie olewa sobie wystąpienie ministra spraw zagranicznych.

Kolejna głupia przepychanka między prezydentem a rządem,  już któryś raz jedna ze stron daje odczuć drugiej jak bardzo jej nie cierpi. Tylko prezydent zapomniał o jednym. O sondażach  I o ile Platformie takie wyskoki uchodzą, tak Polacy zapewne znów negatywnie ocenią dzisiejsze zachowanie Lecha Kaczyńskiego. A jest oczywiste, że któraś z pracowni szybko przeprowadzi sondaż. Ale zawsze będzie można zrzucić winę na media, że to zdarzenie wyolbrzymiły bo są przeciwko prezydentowi. Nasz prezydent po prostu kocha się podkładać, uwielbia wystawiać się do bicia co rusz to dają ku temu powody.

Naprawdę z rozrzewnieniem można wspominać III RP, kiedy to w sprawach polityki zagranicznej rządy i prezydenci mówili jednym głosem. Jeśli nawet pojawiały się spory, to załatwiano je po cichu. Dzisiaj prowadzi się je publicznie, głośno i zarazem wysyła wiadomość w świat że Polska jako pewnie jedyny kraj na świecie prowadzi podwójną politykę zagraniczną. Dla zdrowia psychicznego naszych zagranicznych partnerów wskazane jest aby nie traktowali poważnie ani jednej ani drugiej. Najpierw chłopcy muszą dorosnąć.

maj 7, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | , , , | Brak komentarzy

Stary, dobry Jarosław Kaczyński

Tak rzadko widać teraz byłego premiera. Niegdyś codziennie w mediach, krytykujący, obrażający,  teraz kiedy oddał władzę stanowczo za długo trzeba czekać na jakiś ciekawy wywiad.

Czy Jarosław Kaczyński wyciągnął jakieś wnioski z porażki? Z wypowiedzi dla Sygnałów Dnia wynika że nie. To jest stary dobry JarKacz, przekonany o własnej wyższości, jak zawsze obarczający za wszystko Platformę, sprzedający jakieś wyssane z palca bzdury. Choć to nowość, tym razem postanowił nikogo nie obrażać.

Kaczyński uważa że Platforma eskaluje konflikty polityczne. Owszem, można odnieść wrażenie że niektóre zagrywki Radka Sikorskie mają na celu zdenerwowanie prezydenta i wywołania takich małych wojenek pomiędzy rządem a pałacem prezydenckim. Ale czy prezes naprawdę już zapomniał jak to było, kiedy jego partia sprawowała władzę? Kłótnie nie dosyć że z opozycją, to jeszcze z koalicjantami,  przepychanie nocami ustaw, łamanie przyjętych zwyczajów parlamentarnych. Każda okazja była dobra by wywołać jakąś większą kłótnię. Naprawdę dziwne że teraz Kaczyński widzi wszędzie nieustające konflikty.

Dalej były premier mówi o swoim bracie. Pada stwierdzenie że Lech Kaczyński ma lepszą prasę za granicą niż w Polsce. No cóż z tego co pamiętam o polskim prezydencie jeśli już poświecono większy artykuł niż zajawka o wizycie, to raczej był to artykuł niezbyt przychylny. I tak pisano o jego homofobii, o uległości wobec brata, o jego antyniemieckich i antyrosyjskich wypowiedziach. I skąd u Jarosława Kaczyńskiego przekonanie że Michał Kamiński pomógł w poprawie wizerunku prezydenta? Przecież cała Polska była świadkiem krętactw ministra ze słynnymi połączeniami telefonicznymi między rządem a prezydentem. Chce także aby Kamiński startował w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Dziwne że człowieka z zasadami (za jakiego przedstawia się Jarosław Kaczyński), nie obrusza fakt że Kamiński już raz „olał” swoich wyborców którzy go wybrali i zrezygnował z zasiadania w PE aby pomóc prezydentowi.

Jarosław Kaczyński chce także aby reprezentacja PiS była w europarlamencie jak najsilniejsza. Prawo i Sprawiedliwość jakby nie zauważało że nie ma za dużo do powiedzenia w PE, należąc do jakiejś małej, eurosceptycznej frakcji Unii na rzecz Europy Narodów. Będąc dwa lata premierem JarKacz nadal nie orientuje się w polityce europejskiej.

I w końcu oburzenie na zarzuty że Prawo I Sprawiedliwość upartyjnił media. To oczywiście jest dla prezesa „gigantycznym nadużyciem”. Nic tam Kotecka, nic rzeczniczka Ziobry w TVP. Nie pamięta już Kaczyński przepychania nocą wraz z przystawkami ustawy medialnej, nie słyszał że do rad nadzorczych stacji radiowych wysuwano takich fachowców jak brygadzista w magazynie z cukierkami. Powtarza jak zaklęcie że to jego partia sprawiła że media w Polsce są wolne i apolityczne. Przecież reformy miały na celu zmianę “specyficznego, postkomunistycznego ustroju społeczno-gospodarczego”.

I tak sobie gawędzi ex-premier. Kiedyś takie wywiady czy wypowiedzi jedynie mnie denerwowały, ale teraz już wiem że tylko dlatego że słuchałem ich prawie codziennie. Teraz, kiedy Jarosława Kaczyńskiego jest mniej w mediach, na wywiad z nim czekam z niecierpliwością. Dość spora dawka humoru, plus morał p.t. dlaczego nie warto głosować na PiS.

maj 1, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | | Brak komentarzy

Ten, który miał stać na straży konstytucji

   Lech Kaczyński w ciągu dwóch zaledwie dni skompromitował się parę razy. Żałosne pseudo orędzie ma już miejsce w historii. Dzisiaj „prezydent”  wypowiedział słowa które ośmieszają go jako głowę państwa i przede wszystkim jako doktora habilitowanego prawa.

W grę nie wchodzi weto. Problem leży gdzie indziej, czy ja podpiszę akt ratyfikacji czy nie, bo nie mam takiego obowiązku.

 
Żałosne, dziwne, głupie - każdy może dopasować sobie zdanie wypowiedziane przez „prezydenta” jak chce. Ciekawe czy w Polsce znajdzie się jakiś konstytucjonalista, który potwierdzi tezę Kaczyńskiego. Mocno wątpliwe, chyba żaden naukowiec, nawet zwolennik PiS-u nie będzie chciał się narażać na śmieszność. Wiemy jednak że prezydent po pierwsze słuch brata, po drugie jest uparty, traktat może więc „zgubić” się na biurku. Istnieje więc możliwość postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu, co więcej jest taka konieczność -oto głowa państwa jawnie narusza konstytucję w imię jakiejś chorej solidarności rodzinnej i partyjnej.

   Lech Kaczyński nie raz dowodził że funkcja prezydenta nie jest dla niego. Obrażanie się na przywódców innych państw, strofowanie ich, głoszenie dziwacznych poglądów za granicą - taki wyłania się obraz jego prezydentury. I w końcu od wczoraj wiemy już, że nie jest on prezydentem wszystkich Polaków tylko tych słynnych 5 milionów. Żenujące były wyskoki Lecha Wałęsy jako prezydenta, żałosne były pijackie ekscesy Aleksandra Kwaśniewskiego. Ale oni przy wszystkich swoich wadach nigdy nie manifestowali swojej chęci złamania konstytucji, nigdy nie dali Polakom odczuć że dzielą ich na lepszych (proPiSowcy) i gorszych (reszta). Ale przynajmniej wzrosło prawdopodobieństwo że ten pan nie będzie prezydentem przez drugą kadencję.

marzec 18, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | , | Brak komentarzy

Miłość Bugaja do PiS

    We wczorajszej Gazecie Wyborczej dostało się Ryszardowi Bugajowi. Jacek Żakowski skrytykował go za wypowiedzi odnośnie nie wypełnienia oświadczenia lustracyjnego Geremka:

„Nie dziwę się, że tego nie rozumie zafascynowany kaczyzmem Ryszard Bugaj. Komentując decyzję eurodeputowanego, zaszedł w PiS-owskiej logice tak daleko, że przemówił do czytelników „Dziennika” marcowym językiem i starał się ich przekonać, iż za postawą Geremka nie stoją wartości, lecz cyniczna nadzieja na zagraniczną (a jakże!!!) karierę.”

   Mocne. Żakowski z tym porównaniem do języka marcowego trochę się zagalopował, jednak przy okazji poruszył ciekawą sprawę fascynacji Bugaja braćmi Kaczyńskimi. Ryszard Bugaj był zawsze lewicowcem „pełną gębą” na początku swej kariery budził nadzieję na stworzenie w Polsce lewicy niepostkomunistycznej, bez dawnych kacyków. Unia Pracy nie była silną partią, ale wyborca o lewicowych poglądach mógł na nią głosować z czystym sumieniem, bez wyrzutów że jego głośnie idzie na „socjaldemokratów” typu Oleksy. Ziółkowska, Małachowski, Bujak - te osoby w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych pokazywały że lewica może być inna. W wyborach w 1997 roku, partia nie dostała się do parlamentu i jak do tej pory spełnia rolę przystawki SLD.

    W sejmie II kadencji, Unia Pracy zasłynęła z  obrony neutralności światopoglądowej państwa, jego rozdziału od kościoła, praw kobiet i mniejszości wyznaniowych. Nie zapominała o ludzi ekonomicznie skrzywdzonych przez przemiany gospodarcze, krytykowała ówczesną politykę gospodarczą koalicji SLD i PSL. Unia Pracy była jedyną lewicową partią w III RP która miała swoich przedstawicieli w parlamencie.

   Tymczasem od 2005 roku Ryszard Bugaj zaczął się od lewicy, od lewicowych wartości odwracać. Nie pod względem gospodarczym, tylko obyczajowym. W wyborach prezydenckich poprał Lecha Kaczyńskiego, co można jeszcze wytłumaczyć. W końcu Lech Kaczyński jest lewicowy w kwestiach gospodarczych, natomiast w kwestiach obyczajowych bardziej liberalny od brata. Ale okazywanie miłości do PiS trwało dalej. Oto dowiedzieliśmy się od Bugaja że Prawo i Sprawiedliwość jest kontynuacją przedwojennego PPS. Bugaj nie widział zawłaszczania państwa przez rządy PiS-u z przystawkami, nie przeszkadzał mu ani Giertych, ani Lepper, dawnemu obrońcy niezależności państwa od kościoła nie zatrwożyły próby wpisania zakazu aborcji do konstytucji, ani panoszenie się Rydzyka. Bugaj cały czas widział tylko to co chciał widzieć, czyli ujęcie się Kaczyńskich za biednymi.

   Z kolei nagle do Bugaja sympatią zapałali Kaczyńscy, prawicowi publicyści i blogerzy. Ci którzy kiedyś krytykowali go za lewicowość, bezbożność, nagle zaczęli nazywać go „sumieniem lewicy”, „jedynym prawdziwym lewicowcem”. Nagle okazało się że w Polsce jest tylko jedna osoba godna bycia prawdziwym lewicowcem. Tylko wszystko to sprawia wrażenie że pochwał od prawicy Bugaj nie zbiera za swoje poglądy, tylko za popieranie Kaczyńskich. Gdyby Sierakowski nagle zaczął pisać artykuły wychwalające Kaczyńskich pod niebiosa, mielibyśmy niedługo już dwóch „prawdziwych lewicowców”.

   Skąd wzięła się ta miłość Jarosława Kaczyńskiego do Bugaja? Wszystko wskazuje na to że szef PiS chciał powtórzyć manewr Lecha Wałęsy, ten też chciał pokazać Polakom kiedyś gdzie jest prawdziwa lewica (Fiszbach) i głosować należy na nią. Kaczyński widząc, że SLD słabnie coraz bardziej, też chciał stworzyć taką lewicę którą on może zaakceptować jako jedyną dobrą dla Polski. I choć póki co plan nie wypalił, sądząc po ochach i achach nad Bugajem w propisowskich mediach idei stworzenia “swojej” partii lewicowej Kaczyński nie porzucił. Tylko kogo wyznającego lewicowe wartości może przyciągnąć Bugaj, wpatrzony w Kaczyńskich jak obrazek?

marzec 11, 2008 Opublikował/a kriskul | Bez kategorii | , , , | Brak komentarzy

Prezydent niestety pochwalił

   Gorszego „prezentu” Lech Kaczyński nie mógł Tuskowi zrobić. Pierwszy chyba raz pochwalił rząd Tuska i to za politykę zagraniczną. W wywiadzie dla „Wprost” prezydent powiedział coś takiego: Podtrzymując wątpliwości co do niektórych aspektów polityki zagranicznej nowej ekipy, z satysfakcją odnotowuję, że w Moskwie pryncypia naszej polityki zagranicznej nie zostały naruszone. Ostatnie wypowiedzi prezydenta Putina potwierdzają jednak, że sprzeczności interesów między Polską a Rosją mają dziś trwały charakter. Oznacza to, ze innej polityki niż ta, którą prowadził PiS po prostu nie ma. I te słowa powinny dać politykom Platformy sporo do myślenia.

   Co to bowiem oznacza? Skoro Lech Kaczyński chwali politykę zagraniczną rządu, to znaczy że nie jest z nią za dobrze. Prezydent nie zna się na niej w ogóle, jednym z dowodów jest chociażby promowanie Anny Fotygi na szefa MSZ i zachwyt nad jej działalnością jako ministra. Teraz prezydent oświadcza że jest zadowolony że Donald Tusk nie doprowadził do ocieplenia stosunków z Rosją - bo tak należy odczytać jego słowa. Chciałby, żeby PO prowadziło taką samą politykę jak PiS - nieustanne awantury, zniechęcanie do siebie kolejnych państw, wypominanie ofiar wojennych jako argument w negocjacjach. Teatr pod tytułem „kompromitacja Polski na arenie międzynarodowej” miałby trwać dalej, przy pełnej aprobacie Lecha Kaczyńskiego. Oczywiście PiS nazywa to „wstawaniem z kolan” i jakoś zdziwienie wśród polityków wzbudziło to, że wygrana PO wzbudziła trudno skrywaną radość za granicą.

   Błędem PO będzie podążanie w niektórych sprawach drogą wyznaczoną przez Prawo i Sprawiedliwość. Poprzednia ekipa pokazała bardzo wyraźnie, jak nie należy prowadzić polityki zagranicznej. I tak, największym zagrożeniem dla dobrej polityki będzie obecny minister spraw zagranicznych - Radosław Sikorski. Był w rządzie PiS, znaczy to, że nie przeszkadzała mu tak bardzo „działalność” minister Fotygi. Jak każdy prawicowy polityk ma problemy z kompromisem kiedy Polska musi w czymś ustąpić, na razie nie zdążył jeszcze postawić się - jak to nasi szefowie MSZ mają w zwyczaju - reszcie szefów spraw zagranicznych innych krajów UE, ale jest to pewnie jedynie kwestia czasu. Zresztą wykazywał w przeszłości raczej niechęć wobec Unii, na stanowisku ministra SZ mamy więc amerykanofila.

   Istnieje więc prawdopodobieństwo, że szczególnie w stosunkach z Unią rząd Platformy będzie jedynie złagodzoną wersją rządu Jarosława Kaczyńskiego. Nie będzie nacjonalistycznych wyskoków jakimi raczył partnerów Kaczyński, nie będzie tragedii jaka miała miejsce za każdym razem gdy Anna Fotyga chociażby zabierała głos. Ale Polska nadal będzie miała opinię kraju źle współpracującego, niechętnego wszelkim kompromisom, stawiającego dziwne propozycje, kłótliwego. Ale za to w tej kwestii popieranego przez pana prezydenta.

luty 17, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | , , | Brak komentarzy

Prezydentowi ciągle spada

   Poparcie dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego spadło o 7%. Wg najnowszego sondażu CBOS popiera go niecałe 30% Polaków, krytykuje go aż 60% ankietowanych. Wyniki bardzo złe, dla człowieka marzącego o drugiej kadencji wieszczące katastrofę w następnych wyborach.

   Ustrój polityczny w Polsce jest stworzony w taki sposób, że prezydent tak naprawdę nie musi robić nic. Cała odpowiedzialność spada na rząd, prezydent może przedstawiać się jako ten który nie ponosi odpowiedzialności za wszystko co złe. Kwaśniewski starał się nie zabierać głosu w najbardziej kontrowersyjnych sprawach, takich w których opowiedzenie się po którejś ze stron mogło odjąć mu parę punktów popularności. Nie robił nic i to nierobienie nagrodzili Polacy, wybierając go po raz drugi na prezydenta. A jeśli już gdzieś działał to przeważnie z sukcesem - chociażby w sprawach związanych z Ukrainą co doceniał nawet obecny prezydent.

   Lechowi Kaczyńskiemu wydaję się natomiast że w Polsce panuje ustrój prezydencki. Próbuje za pomocą swoich urzędników na nowo interpretować konstytucję. Mało tego, wydaje mu się że żyje w dwudziestoleciu międzywojennym, nie potrafi zrozumieć że świat uległ zmianie i prezydent nie oznacza pana w smokingu, otoczonego jakąś nabożną czcią. Pamiętamy wszyscy zaprzysiężenie Lecha Kaczyńskiego, które trafnie choć złośliwie nazwano „koronacją”. Tymczasem ludzie nie chcą na stanowisku głowy państwa wodza. Kwaśniewski przy wszystkich swoich wadach miał ten plus że potrafił się pokazać jako „brat-łata”, tu uścisnął dłoń, tam zażartował i tym zdobywał wyborców. Lech Kaczyński tego nie potrafi to też nie przyciąga do siebie ludzi. Już nieraz czytałem opinie że prezydent w węższym gronie jest znakomitym, pełnym humoru inteligentnym rozmówcą. I takiego prezydenta chciałbym zobaczyć. Nie nadąsanego, spiętego, cedzącego słowa.

   Prezydent ma jeden poważny problem. Tym problemem jest Jarosław Kaczyński. Nie jest tajemnicą że to Jarosław w tym duecie jest mózgiem. Istnieje prawdopodobieństwo że Lech wyzwoliwszy się spod wpływu brata, mógłby nam się pokazać jako inny człowiek. Póki co sprawia wrażenie osoby niesamodzielnej, działającej pod dyktando brata. Mniejszym problemem są najbliżsi współpracownicy prezydenta. Nie podziałała fama „cudownego spin-doctora” Michała Kamińskiego. Na razie wsławił się on wpychaniem prezydenta w kolejne wojenki z rządem, jak widać po sondażach nie był to najlepszy pomysł. O nominowaniu na szefa kancelarii prezydenta Anny Fatygi nie ma właściwie co pisać - pomysł bardzo zły, zatrudniać na jakby nie był ważne stanowisko osobę kompletnie nie nadającą się do polityki to strzał w stopę.

   Nie jestem zwolennikiem prezydenta, mam nadzieję że nie wygra następnych wyborów. Ale póki jest głową państwa chciałbym, żeby wywiązywał się dobrze ze swoich obowiązków, godnie reprezentował nas poza granicami kraju, cieszył się szacunkiem obywateli. Na razie każda z tych rzeczy idzie mu kiepsko.

luty 15, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | , | Brak komentarzy

Kaczyński kontra “antypolskie” media

   Jarosław Kaczyński awansował dzisiaj Gazetę Wyborczą na „ośrodek walki z polskością”. Były premier swoją konferencją w Bielsku-Białej kolejny raz pokazał jak bardzo niechętny jest mediom. Oprócz gazety dostało się także radiu RMF FM i Zetce. Dowiedzieliśmy się też, że zagranicznym właścicielom nie zależy żeby Polska była silna. Oto słowa człowieka który przestrzega nas że Tusk ma zamiar zniszczyć media a w którymś z wywiadów kreował się na ich nowego obrońcę.

   Prezes PiS-u do mediów ma stosunek wybitnie niechętny, nadal jest przekonany o swojej wielkiej krzywdzie która spotkała go z ich strony w latach dziewięćdziesiątych. Jak powszechnie wiadomo, bracia Kaczyńscy bardzo długo chowają swoje urazy, niektórzy twierdzą że nie wybaczają nigdy. I takie wrażenie można odnieść oglądając kolejne połajanki i obelgi płynące z ust Jarosława Kaczyńskiego. Jego rząd był pierwszym który tak bardzo wyróżniał niektóre tytuły prasowe i stacje telewizyjne - pamiętne podpisywanie paktu z Ligą i Samoobroną w obecności jedynie dziennikarzy od Tadeusza Rydzyka. Grzeczne, propagandowe pogadanki w telewizji Trwam, lizusowskie reportaże Michała Karnowskiego, artykuły w Rzeczpospolitej usprawiedliwiające każde słowo i czyn premiera - te media mogły liczyć na przychylność premiera, stawiane były innym za przykład prawdziwego i niezależnego dziennikarstwa. Inne, niechętne rządom PiS-u były z UKŁADU. Teraz już wiemy że były i są antypolskie.

   „Walka z polskością” - nie przypominam sobie żeby wcześniej Kaczyński używał takich słów w odniesieniu do mediów. To nie jest mimo wszystko jego język, słowa takie bardziej pasują do nacjonalistów z Naszego Dziennika czy innych bardzo patriotycznych pisemek. Kaczyński coraz częściej zaczyna przemawiać do ludzi neoendeckim językiem, językiem nienawiści. Gazecie można wiele zarzucić, tak jak zresztą i innym mediom, ale słowa jakoby były one antypolskie świadczą o tym że u Kaczyńskiego niechęć wobec nich zamieniła się w całkowitą wrogość. A im bardziej on będzie na nie najeżdżał, tym bardziej one odpłacą mu pięknym za nadobne. Pytanie tylko, czy w swoich atakach może on już posunąć się dalej. Dzisiaj zarzucił im szkodę na działanie kraju, jego słowa były haniebne, nie przystojące liderowi partii, byłemu premierowi.

   Wyznawcy Jarosława Kaczyńskiego tłumaczą jego niechęć do mediów ich atakami na niego, często wg nich bezpodstawnymi. Może część z nich rzeczywiście taka była, wykluczyć tego nie można. Ale pamiętać należy że inni premierzy również lekkiego życia z nimi nie mieli. Zawsze część była anty, nieraz do przesady. Ale żaden nie utożsamiał krytyki swojej osoby z krytyką Polski. A dzisiaj prezes Prawa i Sprawiedliwości postawił znak równości między sobą a Polską, krytykując go, krytykujesz swoją ojczyznę.

styczeń 31, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | , | Brak komentarzy

Nowonardzony obrońca wolności słowa

Jarosław Kaczyński stanął w obronie swojego ulubionego dziennikarza, gorliwego wyznawcy rządów Pis-u, Tomasza Sakiewicza. Premier postraszył po raz kolejny Polaków że oto grozi nam „Putinada” czego dowodem jest sprawa naczelnego Gazety Polskiej. Obiecał także pomoc dziennikarzom sekowanym przez nową władzę i przyjął swojego zagrożonego pupila na audiencji.

To zdarzenie pokazuje kolejne zakłamanie szefa Pis-u. Kto jak kto ale on najmniej powinien wypowiadać się o zagrożeniu mediów. Ile chamskich ataków przeprowadził Pis na niezależne media trudno zliczyć. OD 1989 roku nie mieliśmy premiera który tak często krytykował media, obrażał się na dziennikarzy. Czy którykolwiek z szefów rządu krzyczał na reportera że jest z układu, czy Bielecki, Pawlak, Olszewski sugerowali w obrzydliwy sposób że nowe media stworzyła dawna esbecja. Były spięcia, te są nieodzowne, ale jeszcze żaden z premierów w wolnej Polsce nie wykazywał takiej niechęci a nawet nienawiści do prasy. Tak jak nie przypomina sobie aby którykolwiek z szefów rządu tak bardzo wyróżniał media mu sprzyjające. W tym dwuletnim okresie rządów JarKacza, względami szefa cieszyły się media ojca Rydzyka, wspomniana Gazeta Polska, Rzeczpospolita. TV Trwam miało wręcz monopol na wywiady telewizyjne z Kaczyńskim, to naprawdę w cywilizowanych krajach niespotykana sytuacja gdzie premier częściej bywa w telewizji prywatnej niż państwowej.

Gazeta Polska, stała się wręcz organem prasowym Pis-u. Ani razu na jej łamach nie poddano w najmniejszą wątpliwość działań rządu. Była za to oczywiście wynagradzana. Jakimś dziwnym trafem jej dziennikarze najszybciej docierali do ipnowskich teczek, oczywiście były to zawsze papiery na wrogów JarKacza, złośliwcy twierdzili że pracownicy IPN-u sami dostarczają dziennikarzom GazPolu materiały. Część z dziennikarzy czy też współpracowników nowej Trybuny Ludu trafiło za zasługi do „odzyskanej” telewizji. Zasłużonych i gorliwych trzeba nagradzać, będą się odwdzięczać. Nic więc dziwnego że premierem tak bardzo wstrząsnął przypadek Sakiewicza. Gdyby nie stanął w jego obronie straciłby swego największego wazeliniarza, Pan Tomasz wzorem Kaczyńskiego po prostu obraziłby się i dołączyłby do frontu nienawiści wobec Pis-u.

Na koniec parę cytatów „politycznego geniusza”. To właśnie autor tych słów zamierza kreować się na obrońcę wolnej prasy.

„Twierdzę, że najgorsza część PRL tworzyła media elektroniczne w III Rzeczypospolitej.”

“W Polsce nie ma wolnych mediów”

„W Polsce ogromna część prasy jest niemiecka, a to jest sytuacja, nad którą w ogóle się warto w skali Unii Europejskiej zastanowić, czy to powinno tak być, czy nie, należy jednak postawić tamę tego rodzaju mechanizmom. Ja osobiście uważam, że należy, ale w każdym razie proszę choćby tylko na ten jeden aspekt tej sprawy spojrzeć.”

„Jednych lubię, a innych mniej. Na mój dzisiejszy stosunek do dziennikarzy rzutują bardzo złe doświadczenia z mediami z lat 90.”

listopad 4, 2007 Opublikował/a kriskul | Polityka | , | Brak komentarzy