Przedwojenny bojkot
Głośno było na salonie przez parę dni o bojkocie, który postanowiło zorganizować kilkunastu prawicowych blogerów. Oczywiście prawicowych, bo lewica ma to do siebie że nie żywi się spiskowymi teoriami i nie obraża się innych za czytanie „nieprawomyślnych” gazet. Lewica jest także poważna więc nie próbuje stworzyć przeciwwagi dla dużego medium mając kilkaset złotych, parę drukarek średniej jakości. Ale zostawmy naszych salonowych partyzantów.
Sama inicjatywa sprawiła, że trochę poczytałem sobie o bojkotach wszelkiego rodzaju w Polsce. Tradycja ma już trochę lat, już w okresie międzywojennym prawica pokazywała jak bardzo lubi bojkotować.
W Polsce przedwojennej duże wpływy miała endecja. Polskich nacjonalistów drażnił fakt, że niektórym Żydom powodziło się zawodowo, czy to w handlu, czy w zarządzaniu przedsiębiorstwami. Wezwali więc swoich zwolenników do bojkotu żydowskich sklepów. Krewcy patrioci nie ograniczyli się oczywiście tylko do niekupowania, a to stłukli szyby w sklepie, a to przy okazji pobili właściciela. Noach Lasman, poznański Żyd mieszkający obecnie w Izraelu w wywiadzie dla gazet wyborczej tak wspominał ów bojkot:
„Sklepy w całym Poznaniu nalepiały na szybach kartki z napisem “Firma chrześcijańska”, “Swój do swego po swoje”, “Nie kupuj u Żyda, bo to zwiększa bezrobocie”. Ale to nie wystarczało. Więc wystawiano przed sklepami żydowskimi przy ul. Kramarskiej czy Wronieckiej pikiety. To byli zwykle bezrobotni, którzy mogli sobie dorobić parę złotych. Jak stawali przed naszym sklepem, to wychodziła ekspedientka i dawała im herbatę albo kawę, żeby się zagrzali (śmiech). Ale swoją robotę robili dalej! W czasie wojny ojciec opowiadał mi, że właściciele kilku sklepów polskich zaopatrywali się w jego hurtowni w pierze. Ale dołączyli się do bojkotu, bo to było w dobrym tonie.
Czasami historia robi kawały. Koło Collegium Maius była znana restauracja Dobskiego Przychodziło tam wielu Żydów - właściciel był szachistą, a wśród Żydów było wielu szachistów. Pewnego razu polscy studenci zajęli wszystkie stoliki i zamówili tylko wodę sodową. Właściciel się zorientował, że coś jest nie w porządku. Wtedy studenci powiedzieli mu, że ma wywiesić kartkę “Żydom i psom wstęp wzbroniony”. Jakiś czas się opierał, ale interes jest interesem i w końcu wywiesił. Studenci się wynieśli i Żydzi też. A cała ta historia tak się skończyła, że wybuchła wojna, wkroczyli Niemcy, przetłumaczyli napis na niemiecki i dodali: “und Polen” [i Polakom].
Polacy jak to Polacy, większość głośno krzyczała że u Żyda kupować nie będą a robili swoje, kupowali tam gdzie mi się opłacało najbardziej i gdzie towar był najlepszy. Czyli u Żyda. Ta część nawiedzona, bojkotująca, tłukąca szyby i zrównująca Żydów do psów na szczęście była mniejszości.