Drzewiecki utrzymuje się na stołku
Gdyby Mirosław Drzewiecki miał choć trochę honoru, po swoim kluczeniu i wykrętach na temat zdarzeń w Stanach podałby się już dzisiaj do dymisji. Jeśli Donald Tusk chce, by jego rząd różnił się od poprzedniego chociażby tym, że ministrami nie są osoby mające w przeszłości jakieś zatargi z prawem, powinien Drzewieckiego odwołać z funkcji. Na razie jednak wszystko wskazuje na to że minister sportu utrzyma się na stanowisku.
Nie wierzę Drzewieckiemu. Całe to ściemnianie o tym że nie było tak jak jest w papierach, że podpisywał nie wiedząc co podpisuje bo nie zna języka jest niewiarygodne. Z raportu policji wynika, że żona poinformowała oficera o ataku męża. Wynikałoby z tego, że pani Drzewiecka umie angielski. Albo że amerykańska policja kłamie i te zeznanie sobie wymyśliła. Dwa. Jeśli policja zatrzymuje obywatela obcego państwa, który na dodatek podaje się za dyplomatę i nie zna języka, to powinna zawiadomić ambasadę/konsulat. Więc może jednak Drzewiecki wiedział co podpisuje. To że żona broni męża nie ma żadnego znaczenia, w końcu Łyżwińska też broniła swojego męża. W każdym razie cała ta „afera” powinna być dokładnie wyjaśniona, póki co załatwiono to w sposób typowo polski – Tusk dał wiarę ministrowi, bo ten powiedział że tak nie było.
Oczywiście to co zrobił (lub też nie zrobił) Drzewiecki nie jest jakimś wielkim przestępstwem. Nie jest to afera korupcyjna, nie jest to wymuszanie seksu za pracę. Ale głupie wykręty ministra, niejasności wokół całej sprawy, i pobłażliwość premiera pokazują że Tusk idzie w ślady poprzednich szefów Rady Ministrów.
-
Archiwa
- czerwiec 2009 (2)
- listopad 2008 (3)
- wrzesień 2008 (4)
- sierpień 2008 (2)
- lipiec 2008 (3)
- czerwiec 2008 (6)
- maj 2008 (8)
- kwiecień 2008 (8)
- marzec 2008 (11)
- luty 2008 (11)
- styczeń 2008 (4)
- grudzień 2007 (4)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS