łże-dumanie

“Szarak” kontra “Beton”

Jutro kongres Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ważny, choć bez przesady, nie tak w każdym razie jak chciałyby media. Lewica jest na dnie i mam coraz poważniejsze wątpliwości, czy którykolwiek z kandydatów jest w stanie Sojusz z tego dołka wyciągnąć.W szranki stanęli Wojciech Olejniczak i Grzegorz Napieralski. „Szarak” i „Beton”. Obaj „zrobieni” przez eseldowską starszyznę na liderów, teraz stanęli przeciwko sobie. Wybór czy to jednego czy drugiego tak naprawdę nic nie zmieni, obaj są bez charyzmy, obaj pokazali że nie potrafią zapewnić SLD przyzwoitego poparcia.

Wydaje się że większe szanse ma Wojciech Olejniczak, wśród bossów cieszy się większym poparciem. Tylko że ma on problemy z określeniem własnej lewicowości. Najpierw jest gorącym zwolennikiem współpracy z Demokratami, potem przypomina sobie że SDL jest jednak zbyt różny do dawnej Unii Wolności i współpracę zrywa. Raz mówi że ustawa aborcyjna to kompromis, potem zmienia zdanie i zauważa że kompromisem jednak nie jest. I tak cały czas. Jego plusem jest otwartość na inne środowiska i dobra współpraca z „nadzieją lewicy” – środowiskiem Krytyki Politycznej. Ale jest kompletnie bezbarwny a lewica potrzebuje charyzmatycznego przywódcy.

Napieralski – ma poparcie dołów i partyjnego „betonu”. Ale wśród bossów Sojuszu nielubiany. Nie rozumiem za bardzo kpin z jego zafascynowania Zapatero, wszak hiszpański premier pokazał że lewica może realizować swoje hasła bez oglądania się na chociażby głos Kościoła. Tak samo pomysł większej współpracy ze związkami zawodowymi – żenujące były głosy „socjaldemokratów” odcinających się od OPZZ. Jednak minusem Napieralskiego jest pewne skostnienie, czy też dogmatyzm. A przez związanie się z „betonem” stał się niejako ich zakładnikiem. A ich nie obchodzi jak ma wyglądać lewica, wartości socjalistyczne- tylko stołki. Brak intelektualnego zaplecza jest kolejną wadą jego kandydatury.

Wychodzi na to że obie kandydatury nie są za dobre. Dziś pojawiła się plotka że do wyścigu może włączyć się Katarzyna Piekarska, ale to już jest raczej political-fiction. Nie sądzę jednak, aby przegrany próbował dokonać jakiegoś rozłamu w Sojuszu. Bo gdzie mieliby pójść? Do Borowskiego? Do Millera? Stworzyć kolejną lewicową kanapę? Żaden z nich nie zdecyduje się na polityczne samobójstwo.

Ja sam byłbym zwolennikiem rozwiązania Sojuszu i budowania nowej silnej lewicy od nowa. Bez Janików, bez Nikowskich w tle. Ale szanse na to są niestety zerowe. Otrzeźwienie przyjdzie dopiero wtedy, kiedy Sojusz nie wejdzie do Sejmu.

maj 30, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Fachowiec Kurtyka

Przypomnijmy sobie jak wybrano Kurtykę na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Swoją działalność w tej instytucji zaczął od oddziału krakowskiego, oddział ten z początku niczym się nie wyróżniający wkrótce stał się jednym z najgłośniejszych w kraju. Informacje z tajne jakimś dziwnym cudownym sposobem z niego wypływały powodując niemały zamęt w statecznym Krakowie. Trzeba oddać że oprócz plotek z IPN-u wypłynęło też parę wartościowych pozycji. Ale budziły one mniejsze zainteresowanie niż pogłoski czy sygnały o współpracy ważnych person z bezpieką. Kurtyka stawał się coraz bardziej znany, w tym czasie akurat miał odbyć się konkurs na nowego szefa Instytutu. Jednym z kandydatów na to stanowisko był Andrzej Przewoźnik. Janusz Kurtyka początkowo głosił, że nie chce startować na to stanowisko, potem jednak zmienił zdanie. I tu po raz pierwszy w publicznej karierze jak wszystko wskazuje zagrał nieczysto i „wyciął” Przewoźnika z konkursu za pomocą wycieku z IPN. Opis całej brudnej spray można znaleźć chociażby tutaj na stronie TVP, zacytuję tylko fragment:

W lipcu “Rzeczpospolita” podała, że w archiwach IPN w Krakowie odnalazła się notatka b. kaprala SB Pawła Kosiby, iż Przewoźnik miał być prowadzonym przez niego agentem. Gazecie przekazał ją krakowski działacz PO Zbigniew Fijak, który w czerwcu dostał ją z IPN. We wrześniu kolegium IPN wykluczyło Przewoźnika z konkursu na prezesa IPN. Przewoźnika zdyskwalifikowała nie tylko notatka Kosiby, ale też inne materiały. “Wprost” napisał, że jest zapis o Przewoźniku z dziennika rejestracyjnego SB. Warszawska prokuratura ujawniła, że prowadzi śledztwo w tej sprawie. (…)
Najnowszy “Newsweek” informuje, że dotarł do dokumentów, według których zgodę na udostępnienie Fijakowi akt krakowski IPN wydał nie w grudniu 2004, ale 21 czerwca 2005 r. – miesiąc po deklaracji Przewoźnika o starcie w konkursie. Tygodnik pisze, że Kurtyka mówił w wywiadach, iż zgodę na wydanie akt Fijakowi wydano w grudniu 2004 r. – na długo przed startem Przewoźnika w konkursie.
Krakowski IPN podał we wtorek, że Fijak od grudnia 2004 r. wiedział, że zostaną mu udostępnione materiały, jednak nie zgłosił się wtedy do czytelni IPN i dlatego wtedy nie otrzymał decyzji. Uczynił to dopiero 21 czerwca 2005 r. i otrzymał wówczas decyzję nr 96/05, wyrażającą zgodę na wykorzystanie dokumentów, o które zwracał się w grudniu – podkreślił IPN.

Tak rozpoczął dzisiejszy prezes proces niszczenia wiarygodności i apolityczności Instytutu Pamięci Narodowej. Mieliśmy do czynienia z totalnym zaangażowanie Instytutu w politykę, cała Polska żyła teczkami, nazwiska wypływały niemalże codziennie. IPN próbował zrobić agenta z Jacka Kuronia a także skutecznie wyeliminowała abpa Wielgusa. Żenujący spektakl pracownicy IPN dali podczas rozpatrywania w Trybunale Konstytucyjnym ustawy lustracyjnej. Pracowali biedaki całą noc aby wyciągnąć jakieś haki na sędziów – znaleźli na dwóch, okazało że są gó..o warte. Tacy właśnie ludzi pracują w instytucie. Prezes Kurtyka oczywiście za każdym razem nie poczuwał się do winy.

Instytut zatrudnił znakomitych historyków typu Cenckiewicz – „obiektywnych”, wpatrzonych w słowa pisane przez esbeków niczym w obrazek święty.  Senat ku zadowoleniu Kurtyki mianował na członka Kolegium IPN-u Andrzeja Gwiazdę – znanego z oskarżania wszystkich swoich byłych towarzyszy z Solidarności o agenturę.

Mam tylko nadzieję że książka o Wałęsie okaże się stekiem bzdur i bezkrytycznie przepisanych ubeckich teczek (nazwiska autorów dają nadzieję że tak będzie). Będzie to kolejny powód żeby odwołać prezesa Kurtykę.

maj 21, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | , | Nie ma jeszcze komentarzy

Niezachwiana wiara Cenckiewicza w teczki

„Elementem większej operacji departamentu II, która miała doprowadzić do wyeliminowania Aleksandra Małachowskiego z roli głównego ideologa związku i wprowadzenia na to miejsce własnego źródła informacji”. Zabawny cytat, prawda? Aleksander Małachowski  głównym ideologiem związku. Kto poważny uwierzy w takie brednie wypisywane przez esbeków? Jest taki jeden „historyk” – pan Cenckiewicz Sławomir, wielbiciel esbeckich teczek, chłonący każdą literę, każde słowo tam zapisane.

 Bezpieczniacy piszą że Małachowski to główny ideolog Solidarności – Cenckiewicz łyka to natychmiast i całości. Niezwykła wiara prawicowego publicysty i ulubieńca Macierewicza w słowa  „katów polskiego narodu” jest zaiste zastanawiająca. Wychodzi na to, że pracownicy SB może i czynili wiele złego, ale jednego im nie można zarzucić – kłamstwa. Może i bili, robili prowokacje, śledzili ale nigdy nie splamili się mówieniem nieprawdy.

 Do teczek z IPN-u  trzeba podchodzić z dystansem. Cenckiewicz tak nie potrafi, dla niego to prawda objawiona, czyste źródło informacji którego nie trzeba weryfikować, przecież po co esbecy mieliby kłamać. Pisze esbek że Małachowski to główny ideolog związku więc tak musiało być. Mogą oczywiście zaprzeczać temu osoby który w tamtym okresie działały w Solidarności, ale mając do wyboru ich słowa lub słowa jakiegoś „sługusa KGB” Cenckiewicz wybiera bez wahania te drugie.

 Na miejscu Wałęsy nie przejmowałbym się, co też napisze Cenckiewicz. Jeśli ktoś powtarza brednie za esbekami, chociażby takie o roli Małachowskiego w Solidarności – zasługuje tylko na uśmiech politowania. Nic więcej.

maj 19, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | | Nie ma jeszcze komentarzy

Nie przykry a żałosny incydent

Pan prezydent znów się obraził. Nie za bardzo wiadomo co, może to skandaliczne propozycje nominacji generalskich spowodowały że Lech Kaczyński ma focha?  A może to genialny spin-doctor z pałacu prezydenckiego podsunął głowie państwa taki pomysł? Bo chyba nie Jarosław Kaczyński.

Oczywiście można powiedzieć że to nic strasznego, kraj nie ucierpi poza tym prezydent wysłał przecież szefową swojej kancelarii. Ale jednak jest to lekko niesmaczne. I słusznie podsumował Kaczyńskiego premier mówiąc: Pan prezydent Lech Kaczyński nieraz pokazuje determinację, żeby mieć swój udział w kształtowaniu polskiej polityki zagranicznej, czasami ta determinacja bywa nawet zaskakująca. Dziwne że prezydent który próbuje mieć jak największy wpływ na politykę zagraniczną, zwyczajnie olewa sobie wystąpienie ministra spraw zagranicznych.

Kolejna głupia przepychanka między prezydentem a rządem,  już któryś raz jedna ze stron daje odczuć drugiej jak bardzo jej nie cierpi. Tylko prezydent zapomniał o jednym. O sondażach  I o ile Platformie takie wyskoki uchodzą, tak Polacy zapewne znów negatywnie ocenią dzisiejsze zachowanie Lecha Kaczyńskiego. A jest oczywiste, że któraś z pracowni szybko przeprowadzi sondaż. Ale zawsze będzie można zrzucić winę na media, że to zdarzenie wyolbrzymiły bo są przeciwko prezydentowi. Nasz prezydent po prostu kocha się podkładać, uwielbia wystawiać się do bicia co rusz to dają ku temu powody.

Naprawdę z rozrzewnieniem można wspominać III RP, kiedy to w sprawach polityki zagranicznej rządy i prezydenci mówili jednym głosem. Jeśli nawet pojawiały się spory, to załatwiano je po cichu. Dzisiaj prowadzi się je publicznie, głośno i zarazem wysyła wiadomość w świat że Polska jako pewnie jedyny kraj na świecie prowadzi podwójną politykę zagraniczną. Dla zdrowia psychicznego naszych zagranicznych partnerów wskazane jest aby nie traktowali poważnie ani jednej ani drugiej. Najpierw chłopcy muszą dorosnąć.

maj 7, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Debeściarscy politycy prawicowi – Adam Słomka

Adam Słomka – filigranowa ciałem ale wielka patriotycznym duchem, barwna postać polskiej prawicy. Przez praktycznie całe swoje życie związany z Konfederacją Polski Niepodległej. Mimo że przez wielu już niesłusznie zapomniany, jego nazwisko pojawia się co jakiś czas w mediach. Dzisiaj, po prawej stronie sceny politycznej brak już takich wyrazistych osób.

W 1981 roku związał się z KPN-em. Za swą działalność spędził w więzieniu jakieś dwa lata. Jednak w czasach PRL-u nie wyróżnił się niczym szczególnym, czymś dzięki czemu mógłby zapaść ludziom w pamięć. Jego wybitna osobowość rozkwitła po rozwaleniu Polski Ludowej.

Czym wsławił się Adam Słomka. Ja sam po raz pierwszy zapamiętałem go z relacji telewizyjnej. Jakaś grupa kapeenowców okupowała budynek a Adam Słomka opowiadał dziennikarzom jak bardzo został poturbowany przez policję. Na dowód pokazywał swoją dłoń – był tam zdarty naskórek na jakiś jeden centymetr. Potem kamera pokazała jak drobny Słomka siłuje się z dwumetrowym dryblasem w mundurze. Bojowniczy poseł miał czerwoną twarz z wysiłku, pan policjant twarz wyrażającą zdziwienie a jednocześnie pełne skupienie aby przypadkowym drgnięciem palców nie złamać panu posłowi kręgosłupa.

Adam Słomka był także jednym z pierwszych „rozbijaczy”. Rozbijał, skłócał każde ugrupowanie do którego wstąpił, każdą koalicję i pakt. Zaczął od swojej pierwszej partii, czyli Konfederacji Polski Niepodległej. Pokłócił się z Leszkiem Moczulskim, opuścił więc partię ze swoimi zwolennikami i założył swój KPN. Dodał tylko do nazwy Obóz Patriotyczny. W ślady Słomki poszli inni członkowie prawicowych kanap. I tak w połowie lat dziewięćdziesiątych mieliśmy jakieś dwie setki mikroskopijnych prawicowych partyjek oryginalnych i kolejne dwieście podróbek z adnotacją – Obóz Patriotyczny. Potem bojownik Słomka rozpoczął akcję przejmowania siłą lokali należących do „starego” KPN-u czym skutecznie zniechęcił Polaków oglądających żenujące przepychanki w Wiadomościach do głosowania na którąkolwiek z obu partii. Jakimś cudem przekonał do siebie Mariana Krzaklewskiego by wziął go do AWS. KPN-OP w wyborach wprowadził 8 posłów, Słomka jak to Słomka, długo nie wytrzymał i w jakieś pół roku po wyborach postanowił opuścić AWS za niezrealizowanie programu. Tym samym rozpoczął długotrwały proces rozpadania się Akcji. W międzyczasie zdążył skłócić swój obozowo-patriotyczny KPN i tak powstało KPN-Ojczyzna. I krótko – te dwa KPNy bardzo się nie lubiły ale potem się pogodziły, a jeszcze później pogodziły się z „prawdziwym” KPN-em.

Ale nie tylko samą Konfederacją żył Adam Słomka. Kolejny jego wkład historię polityczną Polski to tworzenie partii i komitetów o nazwach (bądź skrótach) przypominających (bądź skrótach) przypominających nazwy ugrupowań cieszących się popularnością w sondażach. I tak założył Polską Unię Pracujących która miała przyciągnąć wyborców Unii Pracy. Potem stał za utworzeniem Krajowego Porozumienia Emerytów i Rencistów RP, czyn ten zapobiegł wejściu do sejmu Krajowej Partii Emerytów i Rencistów. Zarejestrował też Ligę Patriotycznych Rodzin aby podebrać zwolenników Giertychowi. I w końcu ubiegł Tuska, Olechowskiego i Płużyńskiego zaklepując sobie nazwę Platforma Obywatelska. Ci musieli później dodać do nazwy RP. Dzięki Słomce w polskie polityce skończono z niezbyt rozsądnym obyczajem ogłaszania nazwy swojego ugrupowania przed rejestracją nazwy w sądzie. A tak Słomka był zawsze szybszy.

Obecnie Adam Słomka ma problemy z prawem. Ale ja nie chcę o tym słyszeć, nie chcę na ten temat nic wiedzieć. Niech pozostanie w mojej pamięci jako uroczy oryginał, twórca prawicowej teorii „jednoczenia przez podział”, jako ten który był wskazówką dla setki innych prezesów prawicowych partii.

maj 5, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | , | Nie ma jeszcze komentarzy

Maryjna szkoła tolerancji

Co to jest maryjna szkoła tolerancji? Można powiedzieć że jest to pewien nurt w Kościele, który głosi że warto bardzie pochylać się nad płodem niż nad człowiekiem. Reprezentantem tego nurtu jest biskup kielecki Kazimierz Ryczan. Podczas obchodów rocznicy uchwalenia konstytucji 3 maja pan biskup powiedział:

Chciałbym, aby którekolwiek nienarodzone dziecko otoczono chociaż taką troską, jak panią Blidę, która przecież dobrowolnie popełniła samobójstwo.

Pasterzy z maryjnej szkoły tolerancji mniej zajmuje tragedia dorosłego człowieka, małym problemem wydaje się tragedia rodziny której członek popełnił samobójstwo. W końcu samobójstwo to grzech. Żałuję tylko że biskup nie sprecyzował jaką to troskę ma na myśli. Czy może troska ze strony propisowskich blogerów u których prawie dało wyczuć się satysfakcję – „zabiła się, więc się przyznała, więc Ziobro miał rację każąc ją aresztować”. Z tego typu troską mieliśmy tu na salonie do czynienia.

Ale wróćmy do maryjnej szkoły tolerancji. Czy będzie to teraz główna frakcja w Episkopacie, wszak biskupi zawsze bardzo chętnie wypowiadali się w sprawie zygot. Czy Kościół polski ustami biskupa Ryczana ogłosił że od tej pory mniej obchodzi go żyjący człowiek, a bardziej zapłodniona komórka. Z człowiekiem dorosłym wiadomo, są większe problemy – ma wątpliwości, współżyje przed ślubem, czasem występując przeciwko Bogu dobrowolnie popełnia samobójstwo. Ale żeby stawiać go zaraz niżej w hierarchii?

A co np. z dziećmi z domu dziecka? Te które uniknęły aborcji, ale porzucono po urodzeniu. Czy im też nie należy się chociażby odrobina troski, jaką maryjna szkoła tolerancji zamierza otoczyć dzieci nienarodzone. Tak mało słychać o nich ze strony Kościoła. A przecież one dobrowolnie się nie oddały do domu dziecka. Czy maryjna szkoła tolerancji też je obejmuje?

Ciekaw jestem czy kościelny nurt maryjnej szkoły tolerancji oprócz tego że stawia przede wszystkim na nienarodzonych, ma także określone sympatie polityczne. Wszak biskup Ryczan dał już się poznać jako znawca polskiej sceny politycznej:

Społeczeństwo wyraziło swoją wolę, kto ma sprawować rządy na poziomie lokalnym, już po raz drugi z uporem potwierdzając, iż życzy sobie współpracy PiS i PO

Jeśli obie partie tego nie zrozumieją to oznacza, że przy następnych wyborach pojawi się trzecia siła. Nie dopuszczam myśli, że może to być lewica

Podobno istnieją poważne konflikty między prawicowymi ugrupowaniami w Radzie Miasta w Kielcach. Czyżby ten fakt rozczarował biskupa  tak bardzo, że postanowił głosić wyższość nienarodzonych nad narodzonymi? Wydaje się to logiczne, ci pierwsi raczej nie mają szans sprawić przykrości piewcy maryjnej szkoły tolerancji.

maj 4, 2008 Opublikował/a kriskul | społeczeństwo | , | Nie ma jeszcze komentarzy

Rzetelne, obiektywne dzieło Gontarczyka i Cenckiewicza

Prawicowcy drżą z podniecenia. Oto dwóch „niezależnych” i „obiektywnych” pracowników IPN -  Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz – bierze się ze lustrowanie Lecha Wałęsy. Ksiązka wyjdzie już na dniach. Każdy rozsądny człowiek wie że prac tych dwóch panów nie należy brać poważnie, bo trudno tak bardzo nieobiektywne prace brać za rzetelne opracowania historyczne. Dla prawicowców dyszących nienawiścią do Wałęsy będzie to jednak co najmniej duga Biblia.

Szukałem trochę w sieci o Cenckiewiczu, informacji co o jego pracy sądzą poważni badacze. Ciekawy artykuł na temat zdolnego jastrzębia z IPN-u był w Polityce z dnia 20 stycznia 2007r. Oto co mówili o Cenckiewiczu koledzy po fachu:

Cenckiewicz ma dwie istotne cechy: pracowitość i zdolności Czy Cenckiewicz potrafi te cechy właściwie wykorzystać, to inna sprawa. Na pewno zapowiadał się na dobrego historyka. Co się stało? Nie umiem powiedzieć. Może to zachłyśnięcie się materiałem, który oni dostali w ramach IPN. Materiałem pokazującym, jak upodlone było społeczeństwo, dającym łatwe wytłumaczenie postaw kompromisowych, braku rozwiniętego oporu.

To nie jest konserwatyzm. To jest prawicowość polegająca na mieszance klerykalizmu, antykomunizmu i nacjonalizmu.

Sam Cenckiewicz opowiadał o sobie

Obrzydzenie do komunizmu spowodowało, że w mojej młodocianej głowie nie mieściło się to, że można siedzieć z komunistami przy stole, tak po prostu, i o czymś gadać, np. o likwidacji strajków w sierpniu 1988 r., których byłem świadkiem i je wspierałem. Później była obrona majątku PZPR przez ministrów rządu Mazowieckiego, usuwanie siłą tych, którzy zajmowali budynki PZPR, a ostatnim akordem, który mną wstrząsnął, był upadek rządu Olszewskiego.

Czy ktoś taki może być rzetelnym badaczem. Młody chłopak, o ultraprawicowych poglądach zachłysnął się teczkami. Każde słowo z ubeckich wypocin przyjmuje za prawdę. Tak jak i zwolennicy jego prac. Wizja Solidarności jako związku zakładanego przez esbecję, i przez nią kierowana ma wielu zwolenników. Potrzebny jest taki Cenckiewicz który z radością nurza się w esbeckim błocie i dostarcza „niezbitych” dowodów na potwierdzenie tej tezy.

Książka o Wałęsie nie wzbudzi raczej wielkich emocji. Ekscytować się nią będą niszowe pisma typu Gazeta Polska czy Głos. Może w Rzepie Wildstein coś napisze na jej temat. Reszta albo przemilczy albo (co bardziej prawdopodobne) wytknie książce nierzetelność i zaangażowanie polityczne autorów. I słusznie, ksiązki Cenckiewicza są równie wiarygodne co dzieła profesora Nowaka.

maj 2, 2008 Opublikował/a kriskul | lustracja | , , | 1 komentarz

Stary, dobry Jarosław Kaczyński

Tak rzadko widać teraz byłego premiera. Niegdyś codziennie w mediach, krytykujący, obrażający,  teraz kiedy oddał władzę stanowczo za długo trzeba czekać na jakiś ciekawy wywiad.

Czy Jarosław Kaczyński wyciągnął jakieś wnioski z porażki? Z wypowiedzi dla Sygnałów Dnia wynika że nie. To jest stary dobry JarKacz, przekonany o własnej wyższości, jak zawsze obarczający za wszystko Platformę, sprzedający jakieś wyssane z palca bzdury. Choć to nowość, tym razem postanowił nikogo nie obrażać.

Kaczyński uważa że Platforma eskaluje konflikty polityczne. Owszem, można odnieść wrażenie że niektóre zagrywki Radka Sikorskie mają na celu zdenerwowanie prezydenta i wywołania takich małych wojenek pomiędzy rządem a pałacem prezydenckim. Ale czy prezes naprawdę już zapomniał jak to było, kiedy jego partia sprawowała władzę? Kłótnie nie dosyć że z opozycją, to jeszcze z koalicjantami,  przepychanie nocami ustaw, łamanie przyjętych zwyczajów parlamentarnych. Każda okazja była dobra by wywołać jakąś większą kłótnię. Naprawdę dziwne że teraz Kaczyński widzi wszędzie nieustające konflikty.

Dalej były premier mówi o swoim bracie. Pada stwierdzenie że Lech Kaczyński ma lepszą prasę za granicą niż w Polsce. No cóż z tego co pamiętam o polskim prezydencie jeśli już poświecono większy artykuł niż zajawka o wizycie, to raczej był to artykuł niezbyt przychylny. I tak pisano o jego homofobii, o uległości wobec brata, o jego antyniemieckich i antyrosyjskich wypowiedziach. I skąd u Jarosława Kaczyńskiego przekonanie że Michał Kamiński pomógł w poprawie wizerunku prezydenta? Przecież cała Polska była świadkiem krętactw ministra ze słynnymi połączeniami telefonicznymi między rządem a prezydentem. Chce także aby Kamiński startował w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Dziwne że człowieka z zasadami (za jakiego przedstawia się Jarosław Kaczyński), nie obrusza fakt że Kamiński już raz „olał” swoich wyborców którzy go wybrali i zrezygnował z zasiadania w PE aby pomóc prezydentowi.

Jarosław Kaczyński chce także aby reprezentacja PiS była w europarlamencie jak najsilniejsza. Prawo i Sprawiedliwość jakby nie zauważało że nie ma za dużo do powiedzenia w PE, należąc do jakiejś małej, eurosceptycznej frakcji Unii na rzecz Europy Narodów. Będąc dwa lata premierem JarKacz nadal nie orientuje się w polityce europejskiej.

I w końcu oburzenie na zarzuty że Prawo I Sprawiedliwość upartyjnił media. To oczywiście jest dla prezesa „gigantycznym nadużyciem”. Nic tam Kotecka, nic rzeczniczka Ziobry w TVP. Nie pamięta już Kaczyński przepychania nocą wraz z przystawkami ustawy medialnej, nie słyszał że do rad nadzorczych stacji radiowych wysuwano takich fachowców jak brygadzista w magazynie z cukierkami. Powtarza jak zaklęcie że to jego partia sprawiła że media w Polsce są wolne i apolityczne. Przecież reformy miały na celu zmianę “specyficznego, postkomunistycznego ustroju społeczno-gospodarczego”.

I tak sobie gawędzi ex-premier. Kiedyś takie wywiady czy wypowiedzi jedynie mnie denerwowały, ale teraz już wiem że tylko dlatego że słuchałem ich prawie codziennie. Teraz, kiedy Jarosława Kaczyńskiego jest mniej w mediach, na wywiad z nim czekam z niecierpliwością. Dość spora dawka humoru, plus morał p.t. dlaczego nie warto głosować na PiS.

maj 1, 2008 Opublikował/a kriskul | Polityka | | Nie ma jeszcze komentarzy